Dziś wpis będzie trochę z innej serii. Bez rozwiązania problemu zakupowego. Bez kilku przykładów. Bez lukru.

W lipcu zdecydowałam się na zakup książki, która wiedziałam, że będzie mi potrzebna w bliżej nieokreślonym momencie między sierpniem a grudniem. Wiedziałam o niej od pewnego czasu, kosztowała 100 PLN. Ponieważ ją obserwowałam wcześniej, to wiedziałam, że ta cena się utrzymuje, tylko czasem pojawiał się jakiś kod rabatowy na max 10%. Dlatego też, kiedy zobaczyłam w lipcu, że wyjątkowo kosztuje 80 PLN, stwierdziłam, że to dobry moment na zakup. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się w listopadzie, że nowa cena to 40 PLN. Jej autorka opisała tę promocję, jako swoje wsparcie na rzecz kobiet, aby mogły mieć przynajmniej łatwiejszy dostęp do wiedzy (skoro prawo działa coraz bardziej na ich niekorzyść). Czy wytłumaczenie tej promocji ma sens czy nie – pozostawiam każdemu do własnej opinii. Dla mnie od strony kupieckiej, to był cios prosto w serce. Jakim cudem przepłaciłam aż 100% za jakiś produkt, skoro niby tak dobrze się znam na robieniu zakupów?! Co ze mnie za ekspert, skoro nie umiem nawet kupić książki w rozsądnej cenie? Cały dzień to za mną chodziło i wiecie co? W końcu powiedziałam sobie: trudno, miałam pecha. Starałam się wybrać odpowiednią chwilę na zakup, moment kiedy miałam na niego pieniądze i kiedy wszystkie przesłanki mówiły, że cena już nie powinna spaść. Ale nie mogłam przewidzieć takiej promocji. I piszę to tutaj dlatego, żebyście Wy też się nie martwiły, kiedy podejmiecie niewłaściwą decyzję. Zdarza się każdemu. Nawet najlepszym w swoim fachu.

A książka bardzo dobra, więc i tak było warto, na zdrowie dla Autorki 😊

Trzymajcie się ciepło!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *