Ostatnio zgadałyśmy się z przyjaciółkami, że każdej z nas marzy się zamieszkać w domu. Jednej z nas być może uda się zrealizować to marzenie w przyszłym roku. Oczywiście nasze rozmowy zaczęły się od super przyjemnych rzeczy, takich jak piękny ogród czy niezwykle przytulny salon z kominkiem. I od słowa do słowa doszłyśmy do kwestii, które nas lekko przerażają. Czy osoby, od których kupiłybyśmy dom (jeśli z drugiej ręki) ukryją przed nami jakieś wady tego domu? Co potem, jak się okaże, że dach cieknie? Albo kupujemy nowy segment od dewelopera – a co, jeśli on użył słabych materiałów i ściana będzie zawilgocona przez cały czas…? Wydaje się, że to obawy każdej osoby chcącej przeznaczyć majątek życia na tak znaczący zakup. Czy można się uchronić przed całym tym złem, które czai się w naszych najczarniejszych koszmarach? Przed całym na pewno nie, ale są sposoby, żeby przynajmniej znaczącą część tych zagrożeń zminimalizować. Można na przykład wynająć fachowca od budownictwa, który przed zakupem pójdzie z nami obejrzeć dom czy mieszkanie i to on przejmie na siebie ciężar rozmowy o technicznych aspektach z deweloperem. Albo może znamy osobę, która pracuje w tej branży i może nam podpowiedzieć na co zwrócić szczególną uwagę rozglądając się za taką inwestycją. Niestety, eksperci potrafią policzyć sobie bardzo dużo za taką usługę doradczą. Jednak w porównaniu do późniejszych nieprzyjemnych konsekwencji i wydatków, których dzięki ich radom unikniemy, jest to kropla w morzu.
Podobną kwestią jest zatrudnienie architekta wnętrz. I tak jak niespecjalnie jestem przekonana co do ich usług, jeśli chodzi o dobór kafelków na ścianę czy koloru farby… tak uważam, że osoba znająca się na tym temacie potrafi dużo lepiej zaaranżować przestrzeń i nawet małe mieszkanko urządzić niezwykle funkcjonalnie i wizualnie „dodać metrów”.
A jakie są Wasze doświadczenia z kupna własnych czterech kątów?
Trzymajcie się ciepło!