Co jakiś czas wpada mi w ręce artykuł o teorii, ile czasu potrzeba na wyrobienie sobie nawyku. Niektóre źródła podają 20 dni, inne 18, kolejni autorzy twierdzą, że nawet rok powtórzeń jest wymagany aby coś stało się dla nas naturalnym działaniem. A potem… już zostaje przyzwyczajenie. Ze strony zakupowej baaaardzo często spotykam się ze stwierdzeniem, że: „od X czasu kupuję ten szampon”. Albo: „od zawsze jem ten ser”. W naszej wspólnocie mieszkaniowej od wielu, wielu lat jest ten sam zarządca nieruchomości. Nikt go nie lubi, słabo robi robotę, ale jest już długo i każdy się przyzwyczaił. Na moją propozycję, że może warto by rozejrzeć się na rynku za alternatywą zebrane grono współmieszkańców zareagowało zdziwieniem. Ale jak to, zmienić pana Artura? Dyskomfort który czujemy przed zmianą bardzo często powoduje, że zostajemy przy tym co już znamy, nawet jeśli ponosimy bardzo duży koszt korzystania ze starego dostawcy. Ja na przykład w ciągu ostatniego roku przerzuciłam się z tradycyjnej poczty na paczkomat. Nie wypisuję już miliona blankiecików, nie stoję w kolejce. A wiadomo – czas to pieniądz. Zmobilizowałam się też do tego, żeby wreszcie usiąść i przejrzeć kosmetyki, których używam. Od miesięcy miałam te same kremy i toniki, mimo, że niekoniecznie byłam zadowolona z efektów ich działania. Teraz po generalnym przemeblowaniu półki w łazience nie dość, że wreszcie nie płacę majątku za serum na noc z witaminą c (17 PLN vs 119 PLN!!) to jeszcze jestem zadowolona z wyglądu mojej skóry i mam zweryfikowane składy kosmetyków. Naprawdę warto spojrzeć trochę z boku na swoje działania, przyjrzeć się swoim nawykom, przyzwyczajeniom. Może jest coś co zamawiacie bez głębszej refleksji a przez to jest kupowane po zawyżonej cenie, jest słabej jakości albo mogłoby bardziej odpowiadać Waszym potrzebom? Zmiana nie jest taka zła!
Trzymajcie się ciepło!